- Wszystkie
- Premium
- Ulubione
- Bez Premium
- PranicFlow ACADEMY
- LightFast
- PranicFlow Mama
- PranicFlow For Men
- Kryształowy Kod Bogactwa
- Świetliste Transmisje
- Kryształowe Ciało
- Kryształowy Detox
- Aktywacje
- O Miłości
- Obfitość
- Relacje
- Alchemia Emocji
- Przebudzenie
- Fizyka Światła
- Light Replay
- Przewodniki
- Żywa księga Obecności - Transmisja PranicFlow
- Nulina - Wzniesienie Pranic Flow — Ucieleśnione Światło: Warszawa 15.03.2026
- Biżuteria Pełna Światła
- Na żywo

Rozdział 3: Krąg powrotu Aberdeen – uzdrowienie linii kobiet
Rozdział 3
Krąg powrotu
Aberdeen – uzdrowienie linii kobiet
Następnym etapem mojej podróży była Szkocja – Aberdeen – gdzie mieszkają moje córki i mama.
I znowu pojawiło się wewnętrzne poruszenie. Nie miałam pełnej jasności. Czułam tylko jedno: że jeszcze nie wracam do domu, do Portugalii.
Nie byłam też pewna, czy polecę do córek – mimo że wcześniej bardzo to czułam. Loty j nie potwierdzały tej decyzji. Jakby rzeczywistość jeszcze nie była gotowa na ten ruch.
Ale w którymś momencie coś się zmieniło.
Teraz, kiedy przewijam ten film, przypominam sobie dokładnie, jak to było. To był dzień albo dwa przed wylotem do Londynu.
Wtedy poprosiłam grupę, żebyśmy zmienili godzinę spotkania – żeby wszyscy pojawili się trochę wcześniej, niż pierwotnie było ustalone.
Jeszcze przed wyjazdem do Londynu nie wiedziałam, gdzie polecę później. Miałam bilet powrotny, ale czułam, że to raczej nie będzie szybki powrót do domu.
I wtedy pojawiła się informacja: polecę do moich córek.
Trzeba było tylko zsynchronizować czas. Grupa przyszła wcześniej, wszystko pięknie się dopięło – i nagle pojawił się lot. Taki, który dokładnie pasował.
Po spotkaniu w Londynie poleciałam więc wieczorem do Aberdeen.
Spędziłam tam jedną noc i dwa pełne dni.
A jednocześnie mam wrażenie, jakbym była tam znacznie dłużej. Jakby czas się rozszerzył.
Bo to, co wydarzyło się w jeden dzień z jedną córką, a następnego dnia z drugą… było tak głębokie i tak piękne, że trudno to zmierzyć zwykłym czasem.
W pewnym momencie usiadłyśmy razem – ja, moja mama i Nina, moja młodsza córka.
I wydarzyło się coś, czego wcześniej w naszej rodzinie nigdy nie było.
Usiadłyśmy w kręgu. Dokładnie tak, jak na spotkaniach z ludźmi.
I zaczęła płynąć aktywacja.
Piękne uzdrowienie.
Nie tylko dla nas.
Dla całej linii kobiet.
Dla wszystkich kobiet.
Bo zawsze czuję, że jeśli coś we mnie się uzdrawia, integruje albo wznosi, to nie dzieje się to tylko dla mnie.
Dzieje się to dla każdej istoty, która znajduje się w polu tej informacji.
Dlatego ta fizyczna podróż do różnych miejsc ma tak ogromne znaczenie.
Bo kiedy światło jest już urzeczywistnione w ciele, nie trzeba wchodzić w rzeczywistości oparte na rolach, oczekiwaniach czy reagowaniu na to, co jest na zewnątrz.
Można po prostu pozostawać w sobie.
Czas w Londynie był bardzo dobry. Ale czuję wyraźnie, że to było dopiero pierwsze ogniwo tej podróży.
Bo z każdym kolejnym krokiem, w każdym miejscu, coś jeszcze się domykało.
Poprzez ludzi, których spotykałam. Poprzez rozmowy. Poprzez samą obecność.
I coraz wyraźniej widziałam, jak moja własna historia zatoczyła krąg.
Jak wszystko wraca do źródła.
Do domu.
Do radości.
Po Aberdeen wiedziałam już bardzo jasno, że mam wrócić do domu.