pl
Kafelki Lista

Rozdział 4: Światy równoległe Powrót do domu i zaproszenie do nowej rzeczywistości →

Rozdział 4

Światy równoległe

Powrót do domu i zaproszenie do nowej rzeczywistości

Wcześniej myślałam, że zostanę do końca tygodnia i polecę od razu do Warszawy. Bo Warszawa objawiła się już pierwszej nocy.

Ale nagle pojawiła się kolejna informacja: jeszcze przed Warszawą mam wrócić do domu.

I wtedy… jakby częstotliwość na chwilę opadła.
Już nie wszystko płynęło tak łatwo.

Nie mogłam znaleźć dobrych połączeń. Ani takich, które pozwoliłyby zostać dłużej i polecieć potem do Warszawy, ani takich, które prowadziłyby prosto do domu.

Pojawiło się zamieszanie. Znowu proces.

Ale wiedziałam jedno:
mam lecieć.

W końcu znalazłam lot. Nie był idealny. To była długa podróż – od siódmej rano  do dwudziestej trzeciej. Jedna przesiadka w Mediolanie. Najpierw trzeba było jeszcze dojechać z Aberdeen do Edynburga.

To było już zupełnie inne doświadczenie.

Ale zobaczyłam to od razu i powiedziałam w sobie:
„OK. OK.”

I tak doleciałam do domu.

Położyłam się późno. Zasnęłam gdzieś w nocy. A rano otworzyłam oczy… w moim świecie.

W świecie, w którym wszystko na zewnątrz jest piękne.

Bo ludzie są piękni. I Życie również jest piękne na różne sposoby.

Tak naprawdę wszyscy są piękni. Tylko niektórzy zapomnieli wewnątrz, że są światłem – i dlatego projektują rzeczywistość poprzez brak.

A kiedy projektujesz poprzez brak, pojawia się brak wszystkiego.

  • Brak miłości.
  • Brak piękna.
  • Brak zdrowia.
  • Brak poczucia wartości.

Ludzie zaczynają żyć w takich holograficznych bańkach.

I dlatego, kiedy ja przechodziłam przez swoje procesy – czasami bardzo bolesne – uczyłam się, czym jest wchodzenie w nieswoje częstotliwości.

Branie na siebie cudzych historii. Próby uzdrawiania innych kosztem siebie.

Wiele istot światła przechodzi przez to samo.

Ale kiedy ten proces się kończy – kiedy pętle trzeciego wymiaru zaczynają się zamykać – wtedy wszystko zaczyna dziać się w czasie rzeczywistym w ciele.

Jakbyśmy sami sobie robili egzamin.

Pytanie brzmi:

W jaki sposób jeszcze oddajesz energię temu hologramowi?

Bo w ostatnich tygodniach zobaczyłam bardzo wyraźnie tę końcową fazę przed nową podróżą.

Informacja była we mnie zawsze, ale część mnie wciąż doświadczała pewnych historii.

One musiały zostać w pełni zobaczone, żeby mogły się domknąć.

Ale w tym ostatnim punkcie wszystko wydarzyło się już tylko przez miłość.

Wcześniej było procesowanie, zrozumienie kodów, różne energetyczne prace.

A teraz… gdziekolwiek jestem i z kimkolwiek się spotykam na tej trasie, obserwuję swoją podróż.

Zanurzam się coraz głębiej.

Dziś stoję na tej plaży.

Rozmawiałam rano z grupą. Sporo osób dołączyło. I w tej pięknej informacji przyszło bardzo jasno: spotkanie w Warszawie ma być właśnie w tę niedzielę.

Rzeczywistość od razu to potwierdziła.

Piękna Margaretta znalazła miejsce. Poczułam jej wsparcie. Jedna z istot, która od razu się odezwała – świetlista, gotowa do działania.

W świecie fizycznym wszystko zaczęło się organizować.

A ja w ogóle nie wnikam w całość.

Jeśli jest zaproszenie – idę.

Po drodze oczywiście przyglądam się jeszcze, jak energia się układa. Czy grupa się potwierdza, czy nie. Jak rzeczywistość odpowiada na to zaproszenie.

Ale dzisiaj stoję tu – w słońcu, w cieple, na tej plaży – w zupełnie innej rzeczywistości.

Czasami myślę, że można by tworzyć całe seriale o tym, jak piękny jest świat, kiedy zaczynamy widzieć go z tego miejsca.

Bo to są światy równoległe.

Jeśli żyjesz przez umysł i programy, widzisz świat, który wydaje się przerażający. Świat, w którym ciągle trzeba coś naprawiać, rozwiązywać, kontrolować.

Ale jeśli jesteś tu – w sercu – nie ma niczego, co byłoby w oporze.

A kiedy nie ma oporu, nie ma naporu.

I wszystko płynie.

Dlatego dziś potwierdzam bardzo jasno:

Spotkanie świetliste w Warszawie
15 marca 2026 roku odbędzie się.

Mamy wszystko przygotowane.

Ile istot przyjdzie – tyle przyjdzie.

Każdy poczuje zaproszenie.

Bo z poziomu, z którego teraz mówię, widzę jasno ten nowy świat, w którym możemy się rozpoznać.

W czasie rzeczywistym.

Bądź z nami, jeśli czujesz.

Bo to jest zaproszenie właśnie dla ciebie, kochanie.


Pokaż więcejPokaż mniej

Rozdział 3: Krąg powrotu Aberdeen – uzdrowienie linii kobiet →

Rozdział 3

Krąg powrotu

Aberdeen – uzdrowienie linii kobiet

Następnym etapem mojej podróży była Szkocja – Aberdeen – gdzie mieszkają moje córki i mama.

I znowu pojawiło się wewnętrzne poruszenie. Nie miałam pełnej jasności. Czułam tylko jedno: że jeszcze nie wracam do domu, do Portugalii.

Nie byłam też pewna, czy polecę do córek – mimo że wcześniej bardzo to czułam. Loty j nie potwierdzały tej decyzji. Jakby rzeczywistość jeszcze nie była gotowa na ten ruch.

Ale w którymś momencie coś się zmieniło.

Teraz, kiedy przewijam ten film, przypominam sobie dokładnie, jak to było. To był dzień albo dwa przed wylotem do Londynu.

Wtedy poprosiłam grupę, żebyśmy zmienili godzinę spotkania – żeby wszyscy pojawili się trochę wcześniej, niż pierwotnie było ustalone.

Jeszcze przed wyjazdem do Londynu nie wiedziałam, gdzie polecę później. Miałam bilet powrotny, ale czułam, że to raczej nie będzie szybki powrót do domu.

I wtedy pojawiła się informacja: polecę do moich córek.

Trzeba było tylko zsynchronizować czas. Grupa przyszła wcześniej, wszystko pięknie się dopięło – i nagle pojawił się lot. Taki, który dokładnie pasował.

Po spotkaniu w Londynie poleciałam więc wieczorem do Aberdeen.

Spędziłam tam jedną noc i dwa pełne dni.

A jednocześnie mam wrażenie, jakbym była tam znacznie dłużej. Jakby czas się rozszerzył.

Bo to, co wydarzyło się w jeden dzień z jedną córką, a następnego dnia z drugą… było tak głębokie i tak piękne, że trudno to zmierzyć zwykłym czasem.

W pewnym momencie usiadłyśmy razem – ja, moja mama i Nina, moja młodsza córka.

I wydarzyło się coś, czego wcześniej w naszej rodzinie nigdy nie było.

Usiadłyśmy w kręgu. Dokładnie tak, jak na spotkaniach z ludźmi.

I zaczęła płynąć aktywacja.

Piękne uzdrowienie.

Nie tylko dla nas.

Dla całej linii kobiet.

Dla wszystkich kobiet.

Bo zawsze czuję, że jeśli coś we mnie się uzdrawia, integruje albo wznosi, to nie dzieje się to tylko dla mnie.

Dzieje się to dla każdej istoty, która znajduje się w polu tej informacji.

Dlatego ta fizyczna podróż do różnych miejsc ma tak ogromne znaczenie.

Bo kiedy światło jest już urzeczywistnione w ciele, nie trzeba wchodzić w rzeczywistości oparte na rolach, oczekiwaniach czy reagowaniu na to, co jest na zewnątrz.

Można po prostu pozostawać w sobie.

Czas w Londynie był bardzo dobry. Ale czuję wyraźnie, że to było dopiero pierwsze ogniwo tej podróży.

Bo z każdym kolejnym krokiem, w każdym miejscu, coś jeszcze się domykało.

Poprzez ludzi, których spotykałam. Poprzez rozmowy. Poprzez samą obecność.

I coraz wyraźniej widziałam, jak moja własna historia zatoczyła krąg.

Jak wszystko wraca do źródła.

Do domu.
Do radości.

Po Aberdeen wiedziałam już bardzo jasno, że mam wrócić do domu.


Pokaż więcejPokaż mniej

Rozdział 2: Cisza przed spotkaniem - Powrót do centrum i przypomnienie wspólnej energii →

Rozdział 2

Cisza przed spotkaniem

Powrót do centrum i przypomnienie wspólnej energii

Kontynuując opowieść od momentu bycia w pokoju hotelowym, kiedy czekałam na kolejny dzień – na spotkanie z grupą w Londynie.

Londyn najpierw zaprosił, więc pojawiłam się głęboko zanurzona w sobie.

To był moment zatrzymania.
Wejścia głębiej w ciszę.

Jakby subtelne skanowanie pewnych punktów w przestrzeni – nie po to, żeby coś kontrolować, ale żeby zobaczyć, gdzie można wprowadzić delikatną zmianę w kolejnych krokach.

Nie jako kontrolę.
Raczej jako zrozumienie przestrzeni – czego ta przestrzeń naprawdę potrzebuje.

Byłam bardzo w sobie.

Zauważałam na przykład momenty, w których czułam, że zaczynam oddawać zbyt dużo energii na zewnątrz.

To są takie pętle z przeszłości – kiedy pojawia się chęć „podkręcenia” energii.

Kiedy zaczynamy bardziej patrzeć na ludzi: czy się uśmiechają, czy reagują, czy się ruszają.

Jakbym chciała ich jeszcze głębiej skierować do siebie, jeszcze bardziej zanurzyć w Obecności, żeby zobaczyli to, co się naprawdę dzieje w tej rzeczywistej chwili.

Ale wtedy ciało od razu to pokazuje.
Ciało zaczyna się napinać.

Jakby mówiło: nie rób tego w ten sposób.

I właśnie te momenty zauważałam w Londynie – takie chwile, kiedy pojawiała się tendencja do zbyt dużej akcji.

A ja przecież zawsze robię dużo akcji.

Tylko, że jest ogromna różnica między działaniem z centrum a działaniem na zewnątrz.

Bo kiedy energia jest skupiona we mnie, nie jest tak, że inni korzystają, a ja się wyczerpuję.

Kiedy jestem głęboko w sobie – a jednocześnie obecna z innymi – ta energia nie ma końca. I wszyscy w tej energii przypominają sobie, że to nie jest moja energia. To jest nasza wspólna Źródłowa energia.

Nasza wspólna energia w tych pięknych grupach świetlistych istot, z którymi przez najbliższe miesiące będę się spotykała w różnych miejscach na świecie.

Spotkanie w Londynie było piękne. Było głębokie.

I poczułam tam bardzo wyraźnie coś, co zawsze czułam – jeszcze zanim ludzie próbowali temu zaprzeczać.

Że wszyscy jesteśmy miłością.

Czułam, że każdą istotę kocham.

Że każda  jest w moim sercu.

I kiedy się spotykamy, ta pamięć duszy wraca w czasie rzeczywistym.

Jesteśmy wtedy dokładnie na tym poziomie, na którym następuje spotkanie.

Jeśli ktoś posłucha swojego serca i swojej duszy – i przybędzie w takim momencie, w którym w jego przestrzeni pojawia się zaproszenie – wtedy pojawia się ruch.

  • Ktoś poleci do jakiegoś miejsca.
  • Ktoś pojedzie.
  • Ktoś nagle poczuje, że ma tam być.

Tak jak ja teraz lecę z Portugalii do Polski.

Nie mieszkam w Polsce od lat, ale poczułam zaproszenie.

Po prostu przyszło.

Czasami zaproszenia przychodzą bezpośrednio – tak jak w Londynie przez Madzię.

A czasami przychodzą z głębokiej ciszy.

Tak właśnie było teraz.

Leżałam zanurzona w ciszy i nagle pojawiło się bardzo wyraźne czucie: to jest kolejne miejsce dla tej kryształowej aktywacji.

I kiedy idziemy na fali tego zaproszenia od życia, wtedy wszystko dzieje się w tym wymiarze, w którym ja teraz jestem.

Czasami podróżuję do rzeczywistości innych ludzi – do ich historii, do ich przestrzeni.

Ale ja już przestałam wchodzić w rolę w tej przestrzeni.

Nie potwierdzam jej jako czegoś oddzielnego ode mnie.

Pozostaję tutaj.
Tam, gdzie jestem.

I wtedy ludzie spotykają się ze mną tutaj – w prawdzie.

A nie w kłamstwie swoich wyobrażeń.


Pokaż więcejPokaż mniej

Rozdział 1: Portal Londynu - Początek podróży, która otworzyła aktywację w czasie rzeczywistym →

Rozdział 1

Portal Londynu

Początek podróży, która otworzyła aktywację w czasie rzeczywistym

Ścieżka ostatnich tygodni, która otworzyła portal aktywacji w czasie rzeczywistym w różnych miejscach na Ziemi, zaczęła się pewnego wieczoru na początku lutego dwa tysiące dwudziestego szóstego roku.

Byłam wtedy bardzo głęboko zanurzona w sobie – w radości, w tańcu – i nagle dostałam wiadomość z pytaniem, czy ktoś organizuje mi warsztaty albo procesy w Wielkiej Brytanii.

Powiedziałam, że nie.

Wtedy pojawiła się propozycja współpracy.

Tej samej nocy przez kilka godzin spływała transmisja – w jaki sposób odbędzie się spotkanie w Londynie.
Wszystko zaczęło płynąć.

Od zaproszenia do samego wydarzenia w Londynie był bardzo krótki czas – około czterech tygodni.

W międzyczasie wydarzały się jeszcze różne sytuacje, które pokazywały poszczególne etapy życia. Na przykład tematy związane ze współpracą. Ale to były raczej drobne elementy, takie fragmenty, które po prostu się domykały.

Kiedy pojawiłam się w Londynie, wiedziałam, że pierwszy raz wkraczam w tak odległą mi wcześniej częstotliwość – ale już w pełni ucieleśnioną w sobie.

Przed wylotem wydarzyły się jeszcze ostatnie dopięcia energetyczne. Uwolniłam pewną energię, która była jeszcze konsekwencją wcześniejszej historii w relacji.

Ale to bardzo szybko – wręcz spektakularnie – się domknęło.

I wtedy poleciałam do Londynu.

Droga z lotniska Stansted do centrum była bardzo zaskakująca. Przyjechała Tesla – zawsze się wtedy uśmiecham, bo bardzo lubię technologię.

Jak mówiłam już wiele razy: jestem tutaj po to, żeby połączyć technologię z miłością.
Atlantyda i Lemuria jednoczą się teraz w czasie rzeczywistym na Ziemi.

Samochód prowadził młody chłopak – trochę starszy od mojej córki. Bardzo pozytywnie nastawiony do życia.

Powiedział, że według niego dziewięćdziesiąt osiem procent ludzi jest naprawdę dobrych. Że są mili i można z nimi rozmawiać. Dodał też, że bardzo lubi jeździć z ludźmi, bo wtedy spotyka różne historie.

Zaczęliśmy rozmawiać.

Powiedziałam mu, że widzę w nim coś takiego, że mógłby kiedyś pracować z ludźmi – może nawet w jakiejś formie terapii czy wsparcia – bo czuć w nim taką jakość obecności.

On się uśmiechnął i powiedział:

„Widzę, że ty wiesz, jak rozmawiać z ludźmi”.

Odpowiedziałam:

„Czuję dokładnie to samo u ciebie”.

I rozmowa po prostu płynęła.

Bo kiedy jesteśmy w sercu, rozmowa płynie naturalnie. Nie musi mieć żadnego kierunku. To jest po prostu wymiana energii, słów i piękna.

Ta podróż minęła bardzo szybko.

Natomiast kiedy weszłam do hotelu, pojawił się ciekawy moment. Pokój był mały, w kształcie kwadratu. Wszystko było ładne, czyste – dokładnie takie, jak trzeba na jedną noc.

I nagle pojawiła się myśl:

„O… jakie komfortowe więzienie”.

Bo z perspektywy umysłu można tak właśnie spojrzeć na rzeczywistość. Możemy zobaczyć, że jesteśmy gdzieś zamknięci w przestrzeni – w pokoju, w mieście, w strukturze.

Są różne klatki.

Są takie, które wiemy, że są klatkami. I są złote klatki – w których jest bardzo wygodnie.

Ale bardzo szybko zobaczyłam ten moment i powiedziałam do siebie:

Nie. Wszystko jest w porządku. Wszystko jest idealne. Wszystko płynie tak, jak ma płynąć.

To jest tylko jedna noc. Dziękuję za tę przestrzeń.

I w tym momencie opuściłam ten stary wzorzec – że można by się zacząć czuć źle w wielkim mieście, w rzeczywistości tak różnej od tej, w której jestem na co dzień.

Dzisiaj, kiedy opowiadam tę historię, spaceruję po plaży w Portugalii. Wczoraj w nocy wróciłam tu po całym dniu podróży z przesiadkami.

I czuję, że ta historia chce być opowiedziana.

Kiedy ją opowiadam, mogę zobaczyć ją jeszcze raz – w czasie rzeczywistym.

To właśnie dzieje się na spotkaniach z ludźmi.

Czuję, że będę jeździła do różnych miejsc na świecie, gdzie będą zbierały się grupy ludzi. I z każdą taką grupą będą aktywowane kolejne portale.

Każde miejsce na Ziemi ma swoją częstotliwość. Ludzie przynoszą swoje tematy – a później uwalniamy je razem.

To jest dopiero początek tej opowieści.

A ja czuję ogromną radość, że znowu jestem w mojej Portugalii.

I kto wie… może jeszcze w tym tygodniu polecę do Polski.

Ale o tym opowiem w kolejnej części tej historii.

Pokaż więcejPokaż mniej

Żywa Księga Obecności →